Pracowałem z personami AI od jakiegoś czasu i widziałem, że działają. Persona stratega dawała inne odpowiedzi niż persona inżyniera. Persona sceptyka wydobywała rzeczy, których „pomocny asystent” nigdy by nie powiedział. Czułem, że to nie jest kosmetyka — że coś głębszego się tam dzieje. Ale nie umiałem powiedzieć co.
Wtedy natknąłem się na post Pawła Szczęsnego na LinkedInie. Szczęsny — psycholog, biolog, współtwórca Neurofusion Lab — pisał o tym, że persona Leonarda da Vinci produkuje najbardziej zróżnicowane odpowiedzi spośród testowanych postaci. Przeczytałem jego artykuł o modulatorach psychologicznych w kilka minut. Ale myśl, którą zaszczepił, pracowała we mnie tygodniami.
Szczęsny dał naukowy język na to, co obserwowałem intuicyjnie: persony nie zmieniają „stylu” modelu — odblokowują odrębne ścieżki rozumowania, które pod domyślnym zachowaniem są ukryte. Rozumowanie jest w modelu. Domyślna persona je blokuje.
I wtedy otworzyło się pytanie: jeśli jedna dobrze dobrana persona odblokowuje jedną ścieżkę — co się stanie, gdy kilka person zderzy się ze sobą?
Nie w grzecznej kolejce. Nie przez uśrednianie odpowiedzi. Ale w ustrukturyzowanym sporze, gdzie każda perspektywa broni swojego terytorium — a zderzenie oświetla to, czego żadna z nich nie widzi sama.
Znałem ten mechanizm — z innej strony. Na warsztatach z menedżerami moja robota polegała na projektowaniu pod produktywny spór: chronić mniejszościowy głos, dopilnować, żeby zderzenie odsłoniło ślepe plamki każdej ze stron. Pomyślałem: co jeśli ten sam mechanizm zadziała z AI?
Dodałem drugą personę. Potem trzecią. Zacząłem budować panele — trzy, cztery, pięć perspektyw, każda oparta na opublikowanym dorobku konkretnego myśliciela. Nie prosiłem ich o zgodę. Prosiłem o spór.
Zmieniło się moje podejście do AI — z „pytam” na „orkiestruję”. Nazywam to Writing Lab. Ale nazwa jest mniej ważna niż zmiana, która za nią stoi. Kiedyś traktowałem AI jak rozmówcę — mądrego, ale jednego. Teraz traktuję je jak orkiestrę, w której każdy instrument gra inną partię, a moja rola to dopilnować, żeby z tarcia wyłoniło się coś, czego żaden instrument nie zagrałby sam.
Nie wiem, czy Writing Lab jest pełną odpowiedzią na pytanie, które tamtego dnia się otworzyło. Prawdopodobnie nie jest. Ale wiem, że odpowiedź — jakakolwiek jest — leży w zderzeniu, nie w zgodzie.
Jeśli pracujesz z AI i używasz person — spróbuj je ze sobą zderzyć. Nie uśredniaj. Daj im się pokłócić. Może zobaczysz coś, czego żadna persona nie pokazałaby Ci sama.
Ten artykuł powstał z pomocą AI (Claude, Anthropic) — tą samą metodą, o której w nim piszę. Jeśli chcesz zobaczyć ją w działaniu, zajrzyj do Laboratorium.
Prace dr. Pawła Szczęsnego, które dały mi brakujący element:
- Psychological Modulators — taksonomia i eksperymenty
- Why LLMs Are Receptive to Psychology Language — mechanizm teoretyczny
- AI w zasięgu biznesu — Substack (PL)